We've updated our Terms of Use. You can review the changes here.

Rok spokojnego s​ł​o​ń​ca

by Jarun

supported by
rvss.eel
rvss.eel thumbnail
rvss.eel Jarun continue to stand out as a top-tier black metal band that sound all their own in style. For all the acoustic flourishes and prog-style songwriting throughout, they maintain that ferocious edge, led by absolutely shredded vocals, that keeps this firmly planted in the black metal world. Right where we want to be.

This is my #4 album of 2021. Favorite track: Jodły.
Edelslav
Edelslav thumbnail
Edelslav Full disclosure: Jarun is one of my favorite things in the musical universe. Ever since I heard Pod Niebem..., I was hooked. Wziemiozstąpienie is very folky, Pod Niebem is this primordial and organic whole, the musicality on Sporysz was surprising and wonderful, and, for me, all the major aspects of what made each of those albums unique and great are found here in one cohesive unit. It is folk, it is organic, it is surprising, it is Jarun. It's just fucking awesome. Favorite track: Jodły.
/
  • Streaming + Download

    Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.

      25 PLN  or more

     

  • Compact Disc (CD) + Digital Album

    Includes unlimited streaming of Rok spokojnego słońca via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.
    ships out within 3 days

      40 PLN or more 

     

  • Compact Disc (CD) + Digital Album

    Includes unlimited streaming of Rok spokojnego słońca via the free Bandcamp app, plus high-quality download in MP3, FLAC and more.
    ships out within 3 days

      40 PLN or more 

     

  • Full Digital Discography

    Get all 4 Jarun releases available on Bandcamp and save 25%.

    Includes unlimited streaming via the free Bandcamp app, plus high-quality downloads of Rok spokojnego słońca, Sporysz, Pod niebem utkanym z popiołu, and Wziemiozstąpienie. , and , .

      59.25 PLN or more (25% OFF)

     

1.
W światło stycznia Wyszedłem w przedświt, w poświatę, w międzyświat Zawieszony pomiędzy ciszą i niebytem I ku granicy zimy, z głową nad sen wzniesioną Ku mlecznych dróg rozstajom W światło stycznia... Naprzeciw światu i przeciwko sobie Przeciwko słowom wykutym z powietrza I z pięścią zaciśniętą na horyzontu drzewcu I z głową od gwiazd ciężką W światło stycznia... Pod niebem z ognia rzeźbionym, pod niebem o oczach z pustki Na ścieżkach szronu, co wiodą donikąd Cieniem okryty, martwym skrzydłem śniegu I z wzrokiem jak cierń wbitym W światło stycznia... I grom rzuciłem, srebrem tnąc powietrze Ale mą włócznię przechwyciła cisza I świat skamieniał kryształowym drżeniem Zapadł się wiatrem zbyt późno zrodzonym I sił już nie mam by podążyć dalej Stałem się górą wyniosłą jak miłość Stałem się drzewem samotnym jak oddech I już zostanę przemieniony w ciszę W światło stycznia...
2.
Jodły 06:56
Jodły I znów nad horyzontem zapłonie serce zimy Napnie się łuk srebrzysty ślepego mrozów łowcy I ponad jodeł blanki popłynie czerni chorał A ku mnie zstąpi cisza i blask śnieżnego nieba Zamkną się oczy ziemi, śniące, bielą olśnione A rzeka gwiazd zaszumi nicości huraganem W jej nurcie nagi stanę, obmyję nieistnieniem Modlitwą pierś otworzę, i tryśnie gniewu strumień I powie rzeka, że to sen Co w oczy sypie szronu skry I szepnie ziemia, że to śmierć Co skrzydłem mrozu koi ból Zabraknie tchu wiatrowi, umilkną drzew poszepty Noc niebo z ziemią złączy mrozu przejrzystym ściegiem I ku sklepieniom sięgnę, słowem jak sierp płomienny I gwiazd pościnam snopy, i przetnę zimy więzy Zadrży powietrza struna, trącona łez imieniem Westchną bezczasem góry, lodem zadźwięczy serce Na ciszy cierń je wbiję, by wreszcie bić przestało I pójdę między drzewa, ku snom, których już nie ma I powie jodła, że to smutek Co w śnieg zaklęty świat okrywa I powie jesion, że to miłość Co jest jak zima, tylko zima…
3.
Widma 08:38
Widma Uleciał w niebo dym z ołtarzy zimy Gdy mrozu płomień strawił serce puste Nic już nie trzyma, nie wołają słońca Czas ruszyć w drogę, przede mną otchłanie W góry, co kwitną martwymi ptakami I śniegiem wonnym i sennym jak głogi Milczące krzykiem uśpionych potoków I drżące pustki rozgwieżdżoną czernią Zaszepczą wiatru śmiercią niespokojną Słowa ostatnie wyjdą z ust kamiennych A wtedy zaśniesz w lawin kołysaniu Z głową na moich opartą kolanach I wciąż przed siebie, w górę, między chmury Po światła szlakach, między ciszy granie W niczyją ziemię, w kraj dla bogów obcy W wieczność tętniącą bielą i rozpaczą I nie przystanę, nie spojrzę za siebie Na widm korowód, co podąża za mną I w oczy twoje wyblakłe od śnienia I łez kryształy na wiatr nanizane Na cichy kondukt wśród mgieł zagubiony Jodły zgarbione pod pieśni ciężarem W chramach wyrosłych na skraju nicości Szepczące w ciszy modły do nikogo Aż wyjdę w niebo, lecz iść nie przestanę By skryć się w końcu pośród gwiazd gałęzi By zniknąć między światów kolumnami Z kryształowego rzeźbionymi smutku
4.
Bezimienna 08:03
Bezimienna Runęły skrzydła ciszy spośród niebios bezwładu Zawirowały wokół spalonych chmur popioły Opadła bezszelestnie zakrzepłej krwi srebrzystość Ciężarem pustki łamiąc i lęki i nadzieje Bezruchem niespokojnym kołyszą się gałęzie Gdy w chłodnej mroku bieli przepływa lasu widmo W powietrzu bez snów pustym wirują pieśni sadze I z każdym nowym płatkiem roznoszą w świat samotność Nie ma już cichych ścieżek, nie tętnią blaskiem źródła Płynie przez nicość trwoga jak zapomniany akord Cichsza niż ognia smutek, nad miłość ulotniejsza Nadeszła bezimienna, bezmierna, srebrna śmierć I przeszła na wskroś nieba, lecz już jej nie ujrzałem Bo zniknął świat na zawsze, zasnuty tchem zimowym Jęknęły dzwony pustką, lecz pozostałem głuchy Bo osiadł na mych skroniach kamienny śniegu całun Wciąż czekam w biel wpatrzony, lecz wiem, że już nie wróci I płomień gorzki tryska spomiędzy warg zastygłych I żal, jak sowie skrzydło, bezdźwięcznie rwie powietrze Znów będę musiał wrócić, to jeszcze nie ta chwila…
5.
Rok spokojnego słońca Na wskroś słonecznych błoni Przez biały oddech grudnia Powstał i zaraz zapadł Zasnął znużony światem Potem już nic nie było Ni życia, ni tajemnic Stare jaskółcze gniazda Pełne wędrownych pieśni Bo dom mój opuściły Na skrzydłach czarnych śmierci Pomknęły wśród trzepotu Ku innych słońc wybrzeżom A tutaj szmer srebrzysty Słów niewypowiedzianych Topią się w ogniu świtu Kry księżycowych blasków Zaczął się rok kolejny Kolejna zima zimy Cichy, jak nicość biały Rok spokojnego słońca Pobiec bym chciał przed siebie Dotrzeć do serca granic Lecz tutaj zawsze grudzień Lodem gwiazd stopy plącze Może tak być powinno Może nic więcej nie ma Prócz cichej, ptasiej śmierci Zastygłej wśród gałęzi I może niepotrzebnie Spoglądam w twoje oczy Prawda jest w sercu zimy W snach spokojnego słońca
6.

credits

released May 21, 2021

license

all rights reserved

tags

about

Jarun Kraków, Poland

contact / help

Contact Jarun

Streaming and
Download help

Redeem code

Report this album or account

Jarun recommends:

If you like Jarun, you may also like: